Dopiero 11 książka w tym roku, coś kiepsko mi idzie

. Normalnie czytam dużo szybciej i hm nawet więcej, ale w tym roku zebrało się trochę innych rzeczy, które, jak widać dosyć skutecznie, odciągają mnie od książek. Ale wracając do tematu...
Igrzyska Śmierci po raz pierwszy przewinęły mi się gdzieś tu na pingu, ktoś je chyba miał w swoim świeżo zakupionym stosiku i sie niesamowicie nad nimi rozpływał. Podeszłam do sprawy z rezerwą, bo po Wielkiej Zmierzchowej Smucie nie ufam już gustom ogółu

. Jakiś czas po tym mignęło mi gdzieś, że właśnie film na podstawie tej książki nakręcono. W zasadzie wolę najpierw przeczytać, potem obejrzeć, ale ze względu na kruche fundusze ostatnimi czasy i z okazji urodzin, postanowiłam zmienić taktykę i zobaczyć, co tam znów scenarzyści wynaleźli nowego. Film szału nie urywa, ale jest przyzwoity. Nie dłuży się jakoś strasznie, mimo iż akcja rozwija się w ślimaczym tempie. Ponieważ od dosyć dawna nic mnie filmowo/książkowo nie zauroczyło to podjarałam się tym filmem strasznie i zapragnęłam przeczytać książkę. Po przeczesaniu empiora i selkara ostatecznie trafiłam na całą trylogię w (o ironio losu) Realu. Zakupowi książek towarzyszyły inne niecne zakupy, ale o tym innym razem.
Jestem po lekturze pierwszego tomu i zaczęłam już drugi. I na szczęście dobrze się bawię, książka nie jest może najwyższych lotów, ale dostarcza mi mnóstwo rozrywki. Ciesze się w sumie, że nie odpuściłam sobie pierwszej części, bo było tam kilka elementów, które nie pojawiły się w filmie wcale, lub zostały nieco zmodyfikowane. Ogólnie i książka i film na plus, jeśli ktoś lubi nieprzekomplikowane sf.
W sumie jedyne, co mi się nie podobało, to spoiler w trailerze i bodajże niektórych recenzjach. Uważam, że nie powinno się zdradzać w jaki sposób główna bohaterka wyląduje, tam gdzie wylądowała, bo to odbiera przyjemność czytania początku (co to za fun, jak czeka się tylko, żeby ona już wreszcie tam była - me no likey)